Spolegliwy nie leży na tapczanie. Kaliska lekcja słów z pułapkami

Spolegliwy nie leży na tapczanie. Kaliska lekcja słów z pułapkami

Zdjęcie poglądowe wygenerowane przez AI

W Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Adama Asnyka w Kaliszu język znów daje się podejrzeć od kuchni. Dziewięćdziesiąta odsłona „Złotego Pióra” bierze pod lupę słowa, które brzmią znajomo, ale potrafią wyprowadzić rozmówcę na manowce.

  • „Złote Pióro 90” pokazuje, jak jedno słowo może zmienić znaczenie
  • Kalisz sprawdza, czy rozpoznajemy rozum, nierozumność i niezrozumienie
  • Jedna literówka w prasie i cała lekcja o językowych skrótach

„Złote Pióro 90” pokazuje, jak jedno słowo może zmienić znaczenie

Najwięcej zamieszania wywołuje tym razem „spolegliwy”. W pierwotnym znaczeniu to ktoś godny zaufania, osoba, na której można polegać. Z czasem słowo zaczęło być rozumiane jako określenie człowieka uległego, łatwo podporządkowującego się innym. To właśnie ten drugi sens zna dziś zdecydowana większość użytkowników polszczyzny.

Nie chodzi jednak o „spoleganie” na tapczanie. Takie skojarzenie wynika z podobieństwa brzmieniowego, ale nie ma związku z historią wyrazu. Pojęcie „spolegliwości” wprowadził do filozofii Tadeusz Kotarbiński, opisując człowieka, na którym można polegać. W tle pojawia się niemieckie słowo oznaczające niezawodność, a także czeski przymiotnik „spolehlivý”, czyli godny zaufania.

Język nie zawsze jednak porzuca dawne znaczenie, nawet jeśli nowe mocno się zadomowiło. Słowniki wciąż jako pierwsze podają sens związany z zaufaniem, a dopiero później - potoczne rozumienie „uległy”. To dobry przykład na to, że słowa żyją własnym życiem i potrafią zmienić kierunek, zanim słowniki zdążą za nimi nadążyć. 📚

W podobnej pułapce łatwo pomylić osobę uległą z wpływową. Pierwsza poddaje się czyjemuś oddziaływaniu, druga na innych oddziałuje. Niby niewielka różnica, a w rozmowie może całkowicie przestawić sens wypowiedzi.

Kalisz sprawdza, czy rozpoznajemy rozum, nierozumność i niezrozumienie

W spotkaniu z polszczyzną pojawia się również rodzina słów związanych z „rozumem”. Można „pójść po rozum do głowy” albo coś ocenić „na chłopski rozum”, ale już „nierozumny”, „nierozumiany” i „niezrozumiały” opisują zupełnie różne sytuacje.

„Nierozumny” może być człowiek, któremu zarzucamy brak rozsądku. „Nierozumiany” to ktoś, kogo nie pojmuje otoczenie. „Niezrozumiały” będzie natomiast tekst, komunikat albo zachowanie, którego sensu nie da się odczytać. Do tego dochodzą słowa podobne brzmieniowo, lecz znaczeniowo odległe: racjonalista i nacjonalista, fiński i chiński, nekropolia i metropolia, Tahiti i Haiti, a nawet ścierki i świerki. Jedna głoska może zmienić obraz rozmowy o sto osiemdziesiąt stopni. 🙂

Autor zwraca też uwagę na często słyszany błąd w wymowie słowa „kontrasygnata”. Nie należy dzielić go jako „kontr-asygnata”, ponieważ chodzi o „sygnatę”, czyli podpis. Poprawny podział brzmi „kontra-sygnata”, podobnie jak w wyrazie „kontrapunkt”.

Sama kontrasygnata oznacza dodatkowy podpis złożony na dokumencie już podpisanym przez inną osobę. W praktyce może chodzić na przykład o podpis premiera pod aktem podpisanym przez prezydenta, jeśli wymagają tego przepisy. „Asygnata” oznacza natomiast przeznaczenie określonej kwoty na konkretny cel - podobieństwo brzmienia nie powinno więc prowadzić do zamiany tych pojęć.

Jedna literówka w prasie i cała lekcja o językowych skrótach

Wątek prowadzi dalej do słowa „desygnowanie”, szczególnie często używanego w polityce. Desygnowanie oznacza wskazanie kandydata, na przykład na stanowisko premiera. Powołanie następuje później i ma charakter ostateczny - dotyczy formalnego powierzenia funkcji po zaakceptowaniu składu rządu.

Takie niuanse nie są wyłącznie akademicką zabawą. W wiadomościach, dokumentach i codziennych rozmowach podobne słowa bywają skracane, źle dzielone albo wymawiane przez analogię do innych wyrazów. Wtedy „kontrasygnata” może zabrzmieć jak zlepek dwóch niepasujących pojęć, a „spolegliwy” zaczyna kojarzyć się z kimś, kto zamiast być godnym zaufania, po prostu ustępuje.

Dziewięćdziesiąte „Złote Pióro” kończy się językową zagadką opartą na wycinku wielkopolskiej prasy. Czytelnicy mogą spróbować wypatrzyć błąd ortograficzny i przy okazji sprawdzić, jak uważnie czytają codzienne teksty.

Za cyklem stoi Klub Miłośników Polszczyzny działający przy Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Adama Asnyka w Kaliszu. Swoje pytania i językowe obserwacje można przesyłać na adres [email protected].

na podstawie: Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu.

Ilustracja ma charakter poglądowy i została wygenerowana przez sztuczną inteligencję — nie jest fotografią rzeczywistego zdarzenia.

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji

Ostatnie Artykuły