Morze Marmara i Babinka - kaliskie Złote Pióro rozkręca językowy chaos

Morze Marmara i Babinka - kaliskie Złote Pióro rozkręca językowy chaos

FOT. Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu

W Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Adama Asnyka w Kaliszu znów zrobiło się głośno nie od książkowego szelestu, tylko od ortografii, która potrafi namieszać lepiej niż niejeden serialowy zwrot akcji. W najnowszym tekście z cyklu „Złote Pióro 79” na pierwszy plan wysuwa się Morze Marmara, a zaraz za nim cała lista językowych pułapek, które potrafią wytrącić z równowagi nawet bardzo pilnych czytelników. 🌊

  • Złote Pióro 79 bierze na warsztat Morze Marmara i cały ortograficzny galimatias
  • Komisje, protokoły i stare spory wracają szybciej niż myślisz
  • Babinka pokazuje, że kaliski kontekst też potrafi namieszać

Złote Pióro 79 bierze na warsztat Morze Marmara i cały ortograficzny galimatias

Autor zaczyna od sprawy, która z pozoru dotyczy tylko liter, a w praktyce potrafi porządnie zamieszać w codziennym pisaniu. Od stycznia 2026 miały wejść uproszczenia w zapisie nazw obiektów w przestrzeni publicznej i nazw geograficznych, ale jedna z obiecanych zmian została wycofana.

Chodziło o regułę, która miała ujednolicić pisownię wielowyrazowych nazw geograficznych, takich jak morza, pustynie czy wyspy. Brzmiało to jak porządki w stylu “wreszcie będzie prościej”, a skończyło się klasycznym językowym nawrotem. Rada Języka Polskiego w komunikacie z 7 listopada 2025 r. wycofała zmianę dotyczącą wariantywnej pisowni takich nazw.

“W związku z wycofaniem zmiany pisownię wielowyrazowych nazw geograficznych regulują dotychczasowe zasady”

I właśnie tu robi się ciekawie, bo cały spór rozbił się o takie przykłady jak morze Marmara. Marmara nie jest tu nazwiskiem żadnego żeglarza czy odkrywcy, tylko nieodmiennym rzeczownikiem, więc nadal piszemy małą literą wyraz gatunkowy, czyli morze Marmara, a nie Morze Marmara. To niby drobiazg, ale dla osób, które lubią pisać poprawnie i bez zgadywania, różnica jest ogromna 📝

Komisje, protokoły i stare spory wracają szybciej niż myślisz

W tle tej historii przewijają się także dawne językowe uzgodnienia. Już w protokole z posiedzenia Komisji Standaryzacji Nazw Geograficznych z 25 października 2006 roku pojawiała się propozycja, by w nazwach mórz pisać wielką literą oba człony, także wtedy, gdy drugi z nich się nie odmienia. Wtedy padały przykłady: Morze Beringa, Morze Karaibskie, Morze Marmara, Morze Timor.

Z kolei w dokumentach z 1 października 2025 r. komisja zaczęła tonować zapędy do zbyt szerokiej reformy. Jej członkowie zwracali uwagę, że jeśli puścić tę zasadę zbyt szeroko, można dojść do form brzmiących bardzo dziwnie, jak Rzeka Wisła, Góry Tatry czy Państwo Niemcy. Właśnie dlatego cały temat skończył się raczej hamowaniem niż odważnym porządkiem.

“w ortografii należy dążyć do jednolitości zapisów, a nie wprowadzać wariantywność”

To zdanie brzmi jak małe językowe credo i w tej historii naprawdę wybrzmiewa mocno. Bo zamiast uproszczenia mamy kolejną warstwę niuansów, a użytkownik języka zostaje z pytaniem, czy ma ufać reformie, czy jednak starej praktyce.

Babinka pokazuje, że kaliski kontekst też potrafi namieszać

W kaliskim fragmencie całej opowieści pojawia się Babinka - dawny ciek wodny, który autor przywołuje jako dobry przykład tego, jak teoria zderza się z lokalną historią. Tu nie chodzi już tylko o literę wielką czy małą, ale o sens i o to, by nazwa nie wprowadzała w błąd.

Właśnie dlatego w tekście pada rozróżnienie między zapisem kanał Babinka a formami, które mogłyby sugerować, że to Babinka miała dodatkowe koryto. Autor przekonuje, że w takim wypadku lepiej trzymać się formy, która nie psuje znaczenia i nie robi bałaganu tam, gdzie potrzebna jest jasność.

Podobnie zresztą z nazwą miasto Kalisz - tu sprawa jest prostsza, bo odmiana nie powinna budzić wątpliwości. Kalisz w tej części tekstu działa jak bardzo lokalny punkt odniesienia: przypomina, że językowe zasady nie wiszą w próżni, tylko dotykają też miejskiej codzienności i historii miejsca.

Na końcu zostaje jeszcze jeden, bardzo praktyczny wniosek: reformy ortograficzne potrafią być obiecujące, ale jeśli nie domknie się ich konsekwentnie, zostaje sporo zamieszania. I właśnie taki smak ma ten tekst z kaliskiego „Złotego Pióra” - trochę polemiki, trochę językowej zgryzoty, a przy tym sporo konkretu dla tych, którzy lubią wiedzieć, skąd się biorą nasze pisarskie wahania.

Jeśli ktoś chce śledzić kolejne odsłony Klubu Miłośników Polszczyzny Złote Pióro, kontakt prowadzi przez [email protected].

na podstawie: MBP Kalisz.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.