W Kaliszu satyra wraca do gry - biblioteka rozbraja mylenie z hejtem

W Kaliszu satyra wraca do gry - biblioteka rozbraja mylenie z hejtem

FOT. Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu

W Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Adama Asnyka w Kaliszu pojawił się tekst, który zaczyna się lekko, ale szybko łapie ważny temat. To opowieść o satyrze - tej, która potrafi rozbawić, zmusić do skojarzeń i zostawić po sobie coś więcej niż szybki śmiech 🙂.

  • Złote Pióro 74 - w Kaliszu satyra dostaje swoją obronę na serio
  • Od Fedorowicza po ZSYP - stare programy nadal pokazują, jak działa dobry żart
  • Satyra i hejt to nie to samo, a ten kaliski tekst mówi to wprost

Złote Pióro 74 - w Kaliszu satyra dostaje swoją obronę na serio

W najnowszej odsłonie Złote Pióro 74: Satyra to nie hejt kaliski autor wraca do humoru, który nie idzie na skróty. Zamiast prostego żartu dostajemy przypomnienie, że dobra satyra działa jak łamigłówka - trzeba ją odczytać, dopowiedzieć sens, wyłapać drugie dno. I właśnie to, jak widać, wciąż ma sens także dziś 📚.

W tle przewijają się wspomnienia o programach, które kiedyś robiły robotę na własnych zasadach: telewizyjnych montażach Jacka Fedorowicza, „Zulu Guli” Tadeusza Rossa czy radiowym „ZSYP-ie”. To był humor, który wymagał uwagi, trochę orientacji w aktualnych sprawach i gotowości, by śmiać się nie tylko z puenty, ale też z całej konstrukcji żartu. Właśnie dlatego te formaty tak dobrze zapadły w pamięć.

Od Fedorowicza po ZSYP - stare programy nadal pokazują, jak działa dobry żart

Autor przypomina, że satyra nie bierze się z pustki. U Fedorowicza liczyły się montaż, skojarzenie i kalambur, a politycy i ich wypowiedzi dostawali nowy, często przewrotny kontekst. Z kolei Tadeusz Ross jako Zulu Gula budował cały świat na językowych przekrętach, absurdach codzienności i scenkach, które wyśmiewały nasze przywary z dużą dozą lekkości.

W radiu ten sam mechanizm działał bez obrazu, ale z równie dużą siłą. „ZSYP” pokazywał, że sam głos też potrafi zrobić spektakl, jeśli twórcy wiedzą, jak użyć rytmu, aluzji i aktualnego kontekstu. Właśnie taki rodzaj humoru - bardziej inteligentny niż nachalny - autor zestawia dziś z tym, co znamy z internetu i komentarzy pod postami.

Satyra i hejt to nie to samo, a ten kaliski tekst mówi to wprost

Najmocniejszy punkt tej opowieści jest prosty: satyra nie jest agresją. Ona ma ośmieszać wady, krzywe obyczaje i społeczne absurdy, ale robi to po to, by coś pokazać, a nie kogoś zranić. Hejt działa odwrotnie - jest wrogi, krzywdzący i zwykle nie zostawia miejsca na myślenie.

W tekście pojawia się też ważna uwaga o tym, że satyra bywa mylona z dezinformacją. A to już nie jest tylko spór o definicje. Chodzi o coś prostszego i ważniejszego: czy potrafimy jeszcze rozpoznać żart, ironię i aluzję, czy od razu wrzucamy wszystko do jednego worka. W tym sensie satyra nadal ćwiczy głowę, a przy okazji broni dystansu do świata 🎭.

Na końcu zostaje też bardziej osobisty ślad: kaliski autor przypomina, że sam tworzy memy i fotograficzne humoreski, a więc dobrze zna ten język skrótu, przewrotki i puenty. Jeśli ktoś chce odezwać się do klubu, kontakt podano jasno: [email protected].

na podstawie: MBP Kalisz.